piątek, 24 marca 2017

Nie kupujemy kwiatów




Czasami jest tak, że wchodzimy do sklepu, a sprzedawca zaczepia Padde’go i pyta, czy uratuje kwiatka, bo umiera. Już dobrze znają w tych wszystkich sklepach z przyrodą tego mojego gagatka. Paddy tylko spogląda na mnie i mówi: obiecuję, ten jest ostatni. Mam w domu z dwieście kwiatów, każdy z nich był ostatnim. Kupuję Padde’mu na urodziny doniczki, bo co kupić meżczyźnie, który z takim oddaniem pielęgnuje rośliny?
















Mozart - Requiem By Herbert von Karajan, z cyklu: potrafię śpiewać!

I pomyśleć, że kilka lat temu stałam, jak te panie i śpiewałam Requiem Mozarta. To bardzo dobre wspomnienie. Ogromna satysfakcja. Niewiele osób rozumiało moją pasję, ale właśnie śpiewanie nauczyło mnie dyscypliny, punktualności i pracy w grupie. Musiałyśmy być w sopranach jednym głosem, spójnym w barwie i koniecznie zgranym. No i tekst dyrygentki - panowie i tenory, dźwięczy mi w głowie do dzisiaj. I niestety oceniam ludzi po głosie, sposobie mówienia. Mam swoje typy. Lata obserwacji. Muzyka nauczła mnie jeszcze milczenia, słuchania i patrzenia. Każdy szanujący się chórzysta zna Requiem Mozarta - oczywiście. 


czwartek, 23 marca 2017

O chorobach




Teraz widzę podkreślone wyrazy, nacięte nadgarstki.
Długie frazy twierdzeń i nakazów. Nakładane na siebie
opowieści. Wzrok narratorki, mnóstwo gestów. Spływają
po zasłonach uszytych z granatowego lnu. Im więcej
różnorodności, tym więcej znaków.

Opiewają ten sam sens, gdy pijemy na ostatnim piętrze i na widok
własnej krwi mdleję. Nie będę już gromadziła pustych butelek,
swetrów, śmieci. Miejsc, w których zaprzeczam spazmom i zapominam,
że można wpleść się w zbiorową niepamięć tłumu. Rozmyć lub odlecieć
w legendy o błyszczących domach.

Czy mogłabym tu być, nie mając pojęcia o życiu świętych? Nie jeździć na gapę,
mimo że nie mam niczego do stracenia? Po zawrót głowy,
po żywsze spojrzenia. Mamy prawo grać. Brzmieć w niezakazanych
tonach, tonąć w kłębach dymu.

Jest tyle alternatywnych historii, wydrążone i chropowate
wyłaniają się z wnętrza obrazu, jakby wypływały ze łzami.
Niczym pasożyty wczepiają się w skórę i przenoszą w oczach.

z tomu Mullaghmore

poniedziałek, 20 marca 2017

O statkach

collage i zdjęcie Baśka Trzybulska


Baśka opowiada o ziemi, glinie, o właściwych tropach
w głębokiej wodzie. Mamy tak samo. Zamykamy domy jednym kluczem.
Wypatrujemy czegoś w krzewach. Wsłuchane w muzykę, książki.
Przyglądamy się wierzchołkowi labiryntu, kominom,
które odpływają po wypaleniu. W szczeble wplątane pióra,
dźwięczny głos w oddali. Bażant żyje.

Niezgrabnie naśladuje bieg, może lot? Kaprysy. Przekładam na nasz język.
Z kolejnych domów bliżej do wioski, listy od ludzi, ich życzenia.
Senne opowiadania o znaczkach. Odważniki, precyzyjnie ustawione
na szali, jakby były częścią opowieści. O tym, jak nikt z nas nie wychodzi na swoje.
Jesteśmy wzajemnie pożyteczne. Puszczamy mimo uszu świsty i gwizd.

Dogasa zapałka. Ten moment, kiedy wybiegamy do ogrodu.
Przyciągamy kamienie, klatki, wzrok sąsiadów. Mówimy o tym samym
na innych płaszczyznach. Wzorami z kopert, które zalegają
w szufladach. Wraca podróżowanie w przestrzeni, pamięć ciała.
Za chwilę nie będzie nikogo, kto biega po wodzie.

Stoimy w cieniu wiatru. Dokładnie wiemy, skąd przychodzi zmęczenie.
Jak szybko gęstnieje krew. Black orchid. Będziemy o tym myśleć.
W kółko, w leśnej pętli. I nic z tych rzeczy nie zniknie. Dzwonki.
Domki. Kolaże. Zdania dzielone przecinkami. Suszone owoce
popijane sodówką. Nasz śmiech i brak złudzeń, że dosięgną naszych
rąk. Szkoda. Mamy widok na kawał świata. Lasy, góry, ocean, dom
za domem.




collage i zdjęcie Baśka Trzybulska

niedziela, 19 marca 2017

Pętla




Bażant na najwyższej gałęzi jest jeszcze ptasim dzieckiem. Pomiędzy podmuchami wiatru podwija skrzydła. Nie męczy się. Przecież wyląduje tam, gdzie chce. Zanim przez gapiostwo jakieś dziecko wypuści klamkę z rąk. Wyobraź sobie huk. Chlupanie. Bieg. Trawa dopasowuje się do stóp. Później grudki torfu pozostawią ślady. Ścieżka zniknie za domem z małymi oknami i czerwonymi drzwiami. Wyraźnie słychać kobiece głosy, jakiś trzask. Chwila spokoju. Godzinny spacer. Obok mur. Ciągnie się na kilometr. Precyzyjnie poukładany z kawałków łupka, kamieni polnych. Za nim rosną wysokie buki. Jeszcze dalej ciągną się pola, po których biegają dzikie konie, ciągnie się las. Po obu stronach traktu. Zamknięta droga. Kilka równych otworów zabitych deskami. Wiosną kwitną tam żonkile. Co chwilę przebiegają obok umięśnieni faceci z zadyszką. Ich ręce pracują sprawnie przy tułowiu. Odblaskowe kamizelki chronią przed deszczem i nadjeżdżającymi autami. Szybciej, szybciej, szybciej. Jednak najzabawniejsze są matki pchające wózki, które w jednej ręce trzymają odpalonego papierosa. Ciekawe, jakie będą tego skutki?

sobota, 18 marca 2017

Lotność




Drewniane domy, korale, muszle – umazane terpentyną.
Brązowe połacie torfu, zorza polarna. Rdzewiejące pręty.
Wyczuwam tętno trawiastej wyspy.

W wodzie z miodem. Chłodzę dłonie o ścianę. 
Cisy przybrały kształt wiatru. Wskazują wschód,
parkany i bramy porośnięte bluszczem. Inne rzeczy toną w Shannon.

Każdej zimy wraca szczekanie psa, hałas od strony autostrady.
Można usłyszeć śpiew, kilka słów modlitwy, dojrzeć owoce głogu,
jeżyn, których nikt nie zbiera. Zapach pieczonego chleba,
wymieszany z irlandzką whiskey sprawia,

że w naszym ogrodzie nic się nie zmienia. Źródło
przesądów wyschło, więc inny ktoś znajdzie drogę, przedrze się
podziemnymi korytarzami. Potwierdzi, że magiczne właściwości ziół i ja
przybyłam tu znikąd. Tylko mój syn, kiedy wchodzi na boisko, wygrywa
każdy mecz.

Rozsiewam przeróżne ziarna, śmiech.
Nie boję się egzorcystów, espresso
i niemożliwych tego świata.



grudzień 2015

piątek, 17 marca 2017

NAD BRZEGIEM STAWU - reportaż o Baśce Trzybulskiej

I proszę, jeżeli nie macie w domu telewizora, tak jak ja, to jest właśnie ten moment, okazja by obejrzeć program o Basi na YT. Polecam subskrybcję kanału, są tam inne interesujące filmy. 



Taki dzień



Świętujemy.

środa, 15 marca 2017

61. sZAFa w sieci

zdjęcie moje - http://szafa.kwartalnik.eu/

czytaj online

Nurtuje mnie następująca kwestia – co właściwie dzisiaj jest kulturą, a co nią na pewno nie jest? Coś mi się tam kołacze w głowie i mam swoją teorię, olśnienia i lśnienia. Jednak czuję, że powinnam być niema. Niech mówią czytelnicy. Zmyjcie z nas winę. Oczyście atmosferę ze smogu, z przywidzeń i neurotycznych decyzji. Co jest przyzwoitością, a co kwintesencją fałszu? Tak sobie siedzimy i rozmawiamy. Wsłuchuję się w nowe kompozycje Maxa Richtera, Ólafura Arnaldsa. W tym wszystkim jest jakiś początek, pozostawanie w środku. Łączenie sensów. Przemawianie do roślin, zwierząt. Co zrobiliście dla siebie? Dla innych?

wtorek, 14 marca 2017

Chwile

1


                                                                                                                   Joannie

Tłuste ryby, rybitwy, morskie potwory unikające bliskości, kiedy spaceruję
pod szarym niebem. Kto otwiera przestrzenie oceanu, czeka na znak?
Wypłynąć i liczyć fale. Nie ścigać się z głodem, z pragnieniem.
Obfite czasy, wymyślne, na każdy rodzaj smutku, lekarstwa.

Piasek w butach, drobne kamienie. Pozowanie do zdjęć przed wieżą Yeatsa.
Rozpoznają nas po spodniach, ledwie uchwyconym uśmiechu. Mieszkam na wsi,
blisko drzew, pastwisk i cierpkich odmian jabłoni. Noszę na dłoniach chłód,
srebrne ptaki.

Świat w nowym roku wydaje się trochę przechodzony. Poszarpany wiatrem,
ludzie ukrywają myśli, znikają bez uprzedzenia albo klękają.
Słyszę huk. Odwracam się, mam inne spojrzenie. Urojenia. Pękate psie pyski,
ujadanie. Można nas zabić. Bez zająknięcia. Za sprawą wymyślnych bajek,
obcych nazw, akcentu.



PS

lubię się powtarzać, kiedy potrzebuję się nacieszyć, nasycić. I tak właśnie jest z tym wierszem, więc zostawiam go Wam. Również zdjęcia, które zrobiłam dla poetek. Muszę się nauczyć robić jedno zdjęcie i żadnego innego do wyboru. I chodzi o mnie, a nie o innych. 


poniedziałek, 13 marca 2017

O wychwalaniu




Szukałam cię dzisiaj w barach, gdzie serwują rybę
z frytkami. Zestaw – śmierć. Wraz z rybą zjadłeś substancje
trujące, ulatniające się z rzepaku. Przez czterdzieści dni czyścisz
grzebiet z łusek, płuczesz zapach i smak octu. Jakby nic się nie stało.
Zamiast w oczy, zaglądamy sobie do okien, pod sukienki.
Nie zmienia się. Nic.

Jesteśmy pomiedzy mową, a liryką, o której niewielu pamięta.
Nie zachowuję obłąkanych słów na później. Nie robię wrażenia
rumieńcami ani kształtnymi biodrami. I wszystko jest po coś.
Niemożliwe. Zabronione. Na poważnie. Tylko otworzę
lufcik. Leć. Przecież próbowałam odliczyć czas. Okiełznać
wściekłość, że wiele chorób odziedziczymy, więc szczęścia
zostanie niewiele.

Tłumaczki. Od pierwszych słów chcą przejść do konkretu.
Oceniają znoszone garsonki albo buty, zanim przepracują schemat,
z którego wyjdą przed siebie, z ostatniego piętra. Wyłuszczą
niedorzeczne zasady podziału literatury. A kiedy dotrzemy
do ziemi, do każdej grudki pod stopami, będziesz adorował
piękno. Zauważą to najmniejsze ptaki. O tej samej godzinie.
Codziennie.


niedziela, 12 marca 2017

Max Richter - Sleep (2015) [FULL ALBUM]

W środku





Nosi mnie. Coś bym zmieniła, zamknęła, zablokowała, wyrzuciła. Słuchamy. Rozmawiamy. Snujemy się po ogrodzie. Za tydzień Paddy's Day, więc możliwe, że pojedziemy nad ocean. Piszę listy. Odrobinę się odtrułam. Ociupinkę. 


sobota, 11 marca 2017

11 marca

by Diabeł w buraczkach



to pierwsza najważniejsza data w moim życiu. Urodziłam Rybkę, która pływa w swoim artystycznym świecie. Tak się ułożyło, że nie jesteśmy dzisiaj razem, ale nadrobimy to wkrótce. 


Rybki dla Rybki od Diabła w burczkach :) 



piątek, 10 marca 2017

Zapraszam

W sobotę 11 marca o godzinie 15.40 TVP Kultura pokaże kolejny film z cyklu Dolny Śląsk. Bohaterką odcinka jest Baśka Trzybulska

Baśka przeczyta moje wiersze.

video



A przy okazji ogłoszeń i zaproszeń. Po rozesłaniu Mullaghmore na wszelkiej maści konkursy, pozostało u wydawcy 5 (słownie: pięć) egzemplarzy mojego ostatniego tomu wierszy, więc polecam uwadze.

http://www.wforma.eu/mullaghmore.html




Czarne chmury




Od kilku dni wykluwała się i wykluwała. Wczoraj do późna w zaimprowizowanym studio fociłam pracę dyplomową syna i jego kolegi. W nocy jeszcze wywoływanie zdjęć, ostatnie poprawki. Rano budzik zrobił mi dziurę w głowie. Obudziłam się załzawiona i nieprzytomna. Zeszłam z łóżka i nie patrząc na świat zrobiłam sobie szklankę wody z odrobiną octu jabłkowego, kawę i dwie tabletki MigraStop. Zajęłam się poprawkami. Z nadzieją, że już nic i nikt nie zaprowadzi mnie na krawędź. Najpierw pierdylion tekstów, które zeszły z serwera pocztowego i zaczęły wyskakiwać z każdego kąta. Trutka, trutka, trutka. Później całe to towarzystwo po lepszej stronie uwierzyło, że prezydenci innych państw wezmą na poważnie jakieś pismo, jakiegoś plityka PiS. Pobudka, halo! Od kiedy, jakiś tam szeregowy poseł PiS będzie słał listy i pouczał o demokracji Europejczyków, skoro sam kopie demokrację pod biurkiem na jakieś Nowogrodzkiej, czy w innym sejmie. Smutne twarze. Pobudka! Tutaj ludzie uśmiechają się do siebie. Serio, są dla siebie mili, no chyba że są z pierwszego sortu emigracji z Polski, wierzą w zamach i inne spiski.