czwartek, 23 listopada 2017

Spiętrzona rzeka



Czasami śpiewam, kiedy chcę zapomnieć dzień, kto z kim gra, gdy wiatr zaczyna się i kończy. Wołam w ten wiatr - za nim. Rozsypie się, przesypie przez palce, włosy, do skóry. Rozedrze, odciśnie w oczach, osiądzie na miękkim podniebieniu. W otwartych książkach, strona po stronie. W zagłębieniu łokci. Obolałe mięśnie, a może to wpływ ognia, w który wpatrywaliśmy się przed zaśnięciem? Poniosło nas. Na nogach czy przez nogi. To nic nie znaczy. W sennych zaułkach mijamy się. Nie mówię, że ze szwendania nie będzie długich nocy i lekkiego kaca. Jeżeli wiesz, co mam na myśli. Na widok ruchu w mroku najbardziej lubię znajomych. Muzykę, przepełniony bar. Lśniące blaty. Oczy. Nie powtarzaj w upojeniu o tym, jak falują ściany. Łany zbóż, od których mam alergię. Na odległe śniegi, ludzi udręczonych i w pląsach. Znudzonych albo wpatrzonych w przecinające się kreski. Nadal tam stoję w deszczu, w zimie. Kilka lat od przeszkód, przemarzniętych stóp. We krwi ze spalonego teatru. Gdybym mogła opowiedzieć, co chciałbyś usłyszeć… Nie byłoby ciebie, mnie. Dzieci. Trochę stukniętych pracowników domu pogrzebowego. Jeszcze nie skończyliśmy naszych spraw. Śmiejesz się, że nic z tego. I tak zrobiła się czwarta nad ranem. Nie chciałeś usiąść.

poniedziałek, 20 listopada 2017

O zmianach

 
 
Miałam coś napisać o wierszach, niezrozumieniu i szerokiej frazie, jednak przejdę od razu do nośnika pamięci. Ponieważ czuję się tak, jakbym przechodziła jakiś wewnętrzny autyzm. - Czytaj dalej, klik

niedziela, 19 listopada 2017

Ten moment



Sklepy cynamonowe. Pokręcone ulice, których nie można przepłynąć, przejść suchą stopą. Krokodyle łzy dzieci, wycieńczone poszewki w poduszkach, zmaltretowane rogi zeszytów. Zapach tamtych dni. Jeszcze się rozglądam, przypuszczam i odpuszczam. Jestem powściągliwa, bo nie wiem, czy to już trzynasty miesiąc, szósty palec, fałszywy czas myli tropy. Jeszcze rozmyślam nad sensem snów, odrostów, spojrzeń. Przegadane dni, przepite wieczory. Ocean pochłaniający wywijasy. Zastanawiasz się jak zatrzymać listopadowe słońce. Żar rozlewający nad horyzontem.

sobota, 18 listopada 2017

Dialog



Zakręciłam ciasto na chleb. Prześlizguję się wzrokiem po mokrej szybie. Ostatnia róża zakwitła, chociaż drzewa już ogołocone, wciąż jeszcze wierzę w ten świat. Kamienie, sny, ściany, schowki. Stopień po stopniu. Dookoła wilgoć, mech i milczenie. 

piątek, 17 listopada 2017

Skłonności



Słaba kondycja, przestawione litery,
zdania. Odsłaniają siatkówkę oka, mięśnie,
tracę kontrolę. Tik-tik.
Później łkam kilka godzin, kołysząc się na boki.
Pętelki na wyprutych nitkach, supełki. Rano
torfowiska ciągną się do lasu, pod górę.

Pomarszczona zieleń udaje liście, a w nich wyblakłe
odbicie, echo gdzieś ponad. Dzwonek telefonu.
Prawdziwy ciężar. Sterczące włosy,
wrzosy od wiatru roznoszą kwiaty w zakamarki nocy.
Dłonie wypełnione miękką skórą, pamięcią ust, ciała.
Twardnieją i rodzą się na nowo.

Z kołysanek, zapisanych poematów. Ze słowników, idiomów,
pokręconych sentencji, pomyłek. Później podkreślam
słowa na kursie z literatury angielskiej. Znam już wszystkie
nazwiska z pisemek. Zakłócają dzień, mylą tropy.
Wiatr od Morza Irlandzkiego robi swoje. Żyję zuchwale
i – mimo skurczów – tańczę. Pokonuję codzienny opór.

z tomu Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu - klik

czwartek, 16 listopada 2017

Blue November


Dopiero się zaczął, a jestem w połowie Listopada. Zmęczona. A miałam tylko wejść i wyjść. Przyjaciółka z Dublina wyciągnęła mnie na spacer. I dobrze, bo przecież ile można... Poza tym, że nie mam czasu, nic się nie zmieniło. Wstaję o 6:50, zasypiam po północy, rutyna! 




A Perfect Circle - The Doomed [Official Video]


wtorek, 14 listopada 2017

Senność


Listopad kręci się blisko ognia. Ciepło na skalę masową. Lodowiec topnieje, moje serce też, może nie na globalną skalę, ale lodowiec i owszem. Ostatnio, kiedy stałam na klifie, wyobrażałam sobie, jak zalewa mnie ocean. Wioski i miasteczka. Drogi, ścieżki, letnie domy. Nie ma dla nas ratunku. - czytaj dalej (klik)