czwartek, 29 września 2016

Nicolas Jaar - Three Sides of Nazareth

O literaturze






Kiedy książka mi nie pasuje, odkładam ją na półkę. Czasami spycham w kąt, albo szykuję ‘do oddania’. Paddy czyta wszystko. Nie przerywa, brnie do końca. Chodzi za mną, narzeka na głównych bohaterów, nadmiar opisów, albo ich brak, na autora. Wciąga mnie w rozważania, przepytuje, dlaczego tak, a nie inaczej. Masuje stopy i opowiada, jak pisarz się zapętlił, ile zrobił błędów, wytyka niespójne wątki. Kiwam głową, tak tak panie główny reżyserze. Uwielbiam Paddy’ego, bo jego biblioteka jest większa od mojej, zwyczajnie starszy jest i jak był sam, przez rok przeczytał sto pięćdziesiąt książek. Teraz to pewnie tylko ze sto. Wiem wiem, niektórzy moi znajomi czytają więcej. Tyle, że Paddy czyta w oryginale moi mili. Paddy, to jest mój guru i miłość umilona. Imponuje naszym muchom, ale najpierw jednak dzieciom. No i Emmie, która codziennie wita go z okna wykrzykując imię w niebo. Co bym w nim zmieniła? Nic, bo on wie, że ja wiem, ja wiem, że on też.



środa, 28 września 2016

Johan Jonnsson - Good Morning, Midnight & Good Night, Day / Orphée (Video)

O zamyśleniu





Paddy wczoraj wspomniał, że wracając z pracy kupi tabletki do zmywarki. Przytaknęłam, ale jakoś specjalnie nie zajmowałam się tym, bo zmywarka w naszym domu, to nie moja broszka. 

Czasami się nie spieszę i wtedy idę na piechotę do domu. To jest jakieś 6 km, wiem wiem, żaden wyczyn. I jest tak, że jak się zamyślę, to budzę przed drzwiami z kluczem w ręce. Tak było i dzisiaj. Tylko nie wiem, skąd się wzięły w mojej torbie tabletki do zmywarki. 

wtorek, 27 września 2016

Gdzie można będzie mnie posłuchać i obejrzeć ceramikę Basi Trzybulskiej





Co jakiś czas pada pytanie na pw:

- Kiedy będziesz w Polsce?

Kochani, żeby już indywidualnie nie odpowiadać, kiedy będę, gdzie i jak długo.
Przylatuję na weekend. 21 października w piątek, mam wieczór autorski w Warszawie w Staromiejskim Domu Kultury, więc zapraszam już dzisiaj. Planujcie, rezerwujcie czas. Chcę was spotkać, zobaczyć, porozmawiać. Innej okazji w Warszawie nie będzie. Wieczór połączony z wernisażem prac Basi Trzybulskiej (Baśka Trzybulska), więc to chyba wystarczający powód, żeby się z nami spotkać. Detale w październiku w evencie organizatorów, który się pojawi z odpowiednim, tak myślę, dwutygodniowym wyprzedzeniem.


Zwyczajnie

Zasiedziałam się w sZAFie. Jakoś mi tak, nijak, kiedy czytam na fb komentarze młodego chłopaka, że poronienia, to specjalnie wywoływane aborcje. Więc pytam, przez kogo specjalnie?! Jak wy, niektórzy panowie, wiecie, ze szczegółami, co to jest ciąża pozamaciczna, albo inne powikłania, których jest całe mnóstwo. Zastanawiam się skąd czerpiecie wiedzę? 

I co wiecie o rodzeniu martwych dzieci. O bólu, który przenika myśli i krew, żalu, cierpieniu. Dlaczego koniecznie, to mężczyźni chcą decydować o nas, a nie możemy same o sobie? O naszych potrzebach. Tak zwyczajnie z szacunku do drugiego człowieka. Ten cholerny patriarchat. Politycy żonglujący zakazami i nakazami. I niektóre kobiety poddające się woli swoich panów, które bezmyślnie powtarzają, że kobieta wolna, to zła kobieta. Z takiego myślenia rodzi się przemoc. To może kastrujmy mężczyzn?! Chociażby gwałcicieli. Któryś senator powiedział, że dzieci z in vitro przenoszą bezpłodność, stosując taką retorykę, co przenoszą dzieci gwałcicieli?

Jakmniewkurwiatogadaniezeabortujemyciazebotakiemamywidzimisie.



poniedziałek, 26 września 2016

Coma z Lipcem

Piotra Roguckiego razem z Comą wywaliłam z muzyki, kiedy sprzedał się komercji. Jakoś tak nie stykało mi to co śpiewał, grał i robił. Oj długo unikałam jego twarzy i głosu. Dzisiaj przeczesywałam YT i dałam szansę Lipcowi. Chociaż jest tam moment w przejściu podziemnym, na tle trawertynu rodem z Massive Attack i nawet panienka podobna (odległe skojarzenie, ale jednak), cóż, przymykam oko. Jak się Rogucki wybierze do Irlandii w trasę koncertową, wyciągnę Paddy'ego, a niech mnie!


No i było, trochę tak, trochę tak

Wciąż się zapominam, że jest już jesień. Wyjeżdżając w sobotę, zapomniałam nie tylko o kapciach, ale o bluzie z kapturem i parasolce. W niedzielę rano, kiedy wyruszaliśmy z przyjaciółmi do Kilkenny, na niebie prawie nie było chmur. Jednak nie łudziłam się, że nie będzie, jak zawsze. Dużo później, kiedy spojrzałam na zamek, wiedziałam, że musimy wiać, jednak w przeciwną stronę. 



niedziela, 25 września 2016

Dalej w poprzednim temacie



Paddy w moją stronę:

- Weź kawałek piętki, spróbuj!
- Dziękuję, nie chcę.
- Nie lubisz? Achilles uwielbiał!

Rozważania nad ciepłym chlebem




Paddy odkrawa piętkę.

- Uważaj, tam może być przyklejony papier.
- Papier to drewno,
  drewno to popiół,
  popiół to człowiek.
- No jak to?
- No z prochu powstałeś... jak feniks.
  Feniks, to Dumbledore...
- Gdzie to przeczytałeś?
- W kalendarzu rolnika. 

sobota, 24 września 2016

Dzień zrówna się z nocą




                                                                    Żywilii


Zmienia się jak burza, która przerywa bliskość.
Ktoś zawłaszcza historię, srebro, kłębki włosów.
Nie mam dla nich odpowiedniej nazwy,

dlatego wyraźnie coś mi dolega. Ściera w środku, na ostro
toczy zmysły. Kiedy wyjechałam z poplątanego otoczenia,
poczułam moc nadprzyrodzonych zjawisk. Miliony cięć,
tarabanienie o ziemię, ale nikt tego nie usłyszał.

Zieleń rozrasta się w ogrodach, nadal kwitnie w świętych miastach.
Nie wymieniamy ich tytułów.
Po swojemu, moczymy stopy i dzielimy się myślą
z artystami. Wsiąkamy w ziemię, szukamy bardziej przyjaznego języka.



dwa lata temu w maju


John Lemke - The Unwinding

piątek, 23 września 2016

Jesień budzi coraz później




Sonia posyła na marginesie @, że zniknęłam. Przymykam oko i zerkam w jej stronę. Jestem, jestem. Czytam listy. Że jak patrzę tak, to mnie widać, a jak tak, to nie. A Pani nie chce, kiedy inni chcą. On, on i ona, i tamci z góry i z dołu, po całości. Wzdłuż i w poprzek. No i tak odprawiam maile, jeden za drugim. Pomiędzy zupą grzybową a kawą, jedną i drugą. Wyjściem, przyjściem. Praniem, składaniem, prasowaniem. Pomiędzy deszczem a słońcem. Wiatrem a księżycem. Co ci jest? Nic, idę poczytać o śmierci, mrocznej roli azbestu w budownictwie i takie tam.

czwartek, 22 września 2016

Tricky | I'm Not Going (feat. Oh Land)

Noski Noski



Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Nosorożca. I w związku z tym dniem dostałam taki wspaniały prezent, oniemiałam. Piękny, prawda?! Autorką jest jedna z moich ulubionych artystek Ewa Lutomska-Barcikowska, którą cenię, jej niezwykłą twórczość również. 



Takie tam stożki

Czasem podejmuję impulsywne decyzje, ale mama zawsze powtarzała za Mickiewiczem: mierz siły na zamiary, więc pomyślałam dlaczego nie.

https://www.facebook.com/irishlightfestival/photos/a.1587852344844994.1073741831.1540038636293032/1588234168140145/?type=3&theater

https://www.facebook.com/irishlightfestival/photos/a.1587852344844994.1073741831.1540038636293032/1587862008177361/?type=3&theater

https://www.facebook.com/irishlightfestival/photos/a.1587852344844994.1073741831.1540038636293032/1587862591510636/?type=3&theater

Znacie te miejsca, bo przecież zanudzam Was nimi :) ale cóż, taką mam atlantycką obsesję!

Inne zdjęcia mojej pięknej wyspy http://irishlight.ie/



środa, 21 września 2016

Już miałam iść




Kładę się, próbuję zasnąć i kiedy zaprzeczasz, że tam byłeś,
zginam się wpół. Boleśnie, z dłońmi na biodrach, z oczami w dół.
Książki porzucone w trawie, poza domem, wszędzie.
Rozmowy ciągną mowę z myśli, z głowy, z rąk, które wypuszczają,
jak obrazy, historie o ludziach, ich dzieciach i pożegnalnych listach.

Co mam myśleć, kiedy nie myślę, że ranię stopy, nie smakuję mięsa,
nie zabijam, nie odradzam się w zachodzie słońca. Każda miłość
wyprzedza rozkosz. Gdybyś widział. Pod spódnicami czeka rozesłana
przestrzeń, rozgrzana językiem namiętności radość,
głód pulsującej krwi, kolejny motyw.

I wtedy wstaję. Nie wiem, czy liczyć cedry, czy iść przed siebie,
wzdłuż cieni, na południe.
By przeżyć w torfie, w megalitycznych kamieniach,
w odciskach spiral materaca.
Zalane mlekiem poranne wzgórza
kruszą się, łysieją. Budowane z piaskowców opowieści –
za nimi tęsknię, za rytmem ziemi, oddechem oceanu, pamięcią pchnięć,
do których dostrajam się i faluję tysiącem odbić.

Przełamuję świeżo upieczony chleb, słabość do ciepła, owoców utartych
w miodzie. Śluz wycieka, rozmazuje się jak jesienią po nocy dzień.