sobota, 16 września 2017

Obsesje biorą się z niestrudzonego powtarzania pewnych czynności


© Anna Kozłowska-Łuc


Nauka ustaje, praca również. Upał się do nas dobiera, dlatego leżymy i słuchamy. Muzyki lub ciszy. Co mnie właściwie pociesza? Oprócz kawy i czekolady? Sztuka i różne historie, które opowiadają ludzie. Już nie spoglądam na nienawistne komentarze, nie słucham rasistowskich okrzyków, a niech się udławią. Przyglądam się falującemu powietrzu i myślę o spotkaniach z obrazami, z rzeźbami. O Instagramie, który stał się wyjątkowym muzeum i niestety również śmietniskiem, gdzie ścierają się ze sobą rozmaite osobowości. Znakomity sposób na dotarcie w każdy zakątek, gdzie jest zasięg. Na szczęście mogę oglądać to, co chcę.

Zazwyczaj byłam turystką biegającą od muzeum do muzeum, z galerii do galerii. Wyjmowałam z głowy obejrzane ekspozycje i wyróżniałam jeden obraz. Potrafiłam o nim myśleć godzinami. Przypominałam sobie maźnięcia pędzla, jak układa się farba, by później zapisywać w wierszach każdą koleinę, cień i kontrast. Z jednej strony taka obsesja żywi się wszystkimi odcieniami tła i daje ogrom możliwości, jednak dzisiaj jest dzisiaj. Nie potrafię zgłębić wszystkich cyfrowych ścieżek na Instagramie, ale nadal zgłębiam tajemnicę patrzenia na przedmioty, obrazy i rzeźby, które mnie zachwycają. Estetyczny akt, kiedy myśli biegną właściwymi drogami i plączą się w odpowiednim nastroju, spojrzeniu, nie pozwalają usnąć. Tak natknęłam się na figury Anny Kozłowskiej-Łuc. Chociaż na chwilę zniknęła mi z oczu, jej prace na szczęście wciąż tu są. Reszta to kwestia zbyt intymna, by się jej przyglądać.

Miejsce, do którego dotarłam, nie jest efemeryczne, powiedziałabym, że potrzebuję zostać tu na dłużej. Pomiędzy odrębnymi bytami, w kolorystyce ziemi i oceanicznego nieba. Podobno dobra sztuka nie potrafi unieść problemów życia, jednak potrafi je odpowiednio zdystansować. Czy odbiór emocjonalny, myślenie i pisanie o sztuce jest właściwe, kiedy świat, dotknięty wojnami, rozpada się i możliwe, że całe to zagadnienie nikogo oprócz mnie i ciebie nie interesuje? Wszak język jest takim samym narzędziem jak pędzel, nożyk, szpatułka, ręce czy drewniane kości.

Gdy wychodzę z codzienności i przenoszę się w miejsce, gdzie powstała figurka, nieznośny szum świata cichnie. Obserwuję szkice, śledzę inspiracje, zastanawiam się, w jaki dialog mogę wejść z artystką. Z twórczynią wyjątkową. Myślę sobie, że słowa są zbędne, jednak po chwili wracam i staram się uwzględnić całość jako kontekst szerszej historii, tła, które w każdej warstwie da się rozpoznać i opisać. Tu przypominam sobie słowa Magdaleny Abakanowicz: „Po wielu latach materiałem moim stało się to, co miękkie, o skomplikowanej tkance. Odczuwam w tym bliskość i pokrewieństwo z tym światem, którego nie chcę poznać inaczej, jak dotykając, odczuwając i łącząc z tą częścią mojego, noszoną najgłębiej. [...] Między mną a materiałem, z którego tworzę, nie ma pośrednictwa narzędzia. Wybieram go rękami. Rękami kształtuję. Ręce przekazują mu moją energię. Tłumacząc zamysł na kształt, zawsze przekażą one coś, co wymyka się konceptualizacji. Ujawnią nieuświadomione”[1]

Zakładam, że to właśnie ręce i materiał, z których Anna lepi ludzi o niezwykłych kształtach, akcentując ich walory, usposobienie, przynależność do grupy bądź indywidualne cechy nanoszone głębiej, pobudzają nas, by tej skomplikowanej tkance rzeźb nadać odpowiednie światło, które tli się w wyobraźni. Wypuszczone nieuświadomione, łączy ze sobą materiał i koncept, układa według klucza, do którego spróbuję kiedyś dotrzeć. Artyści bardzo często w rozmowach ze mną podpierają się dyscypliną jako tym niewidocznym spektrum, które w sobie przekraczają. Czyli wychodzenie z ramy, wychodzenie z siebie, zamykanie się w pracowni i tworzenie. Przekraczanie obowiązujących norm, wręcz uciekanie od nich. Anna wyraźnie tworzy własne modele i trendy na wielu płaszczyznach.

Przyglądam się obrazom, zwierzętom. Jak podkreśla ich mięśnie, miękko nadaje kształty, wygładza bądź wyostrza fakturę. Konsekwencja, z jaką tworzy, bardzo mi imponuje. Nie przypuszczałam, że stanie się dla mnie kształtną wizją mnie samej. Bo tak, patrzę na figury i widzę siebie. Dotykam piersi, brzucha, umięśnionych łydek i nie czuję się obco. Doświadczam jej języka, tekstu, który pomiędzy nami powstaje, i wydaje się, że artystka ma nade mną władzę. Przyglądam się twarzom, materii, która uwypukla wady. Wyglądają uroczo i zakochuję się w nich jak nastolatka. Przestrzeń. Powiązanie z naturą, że aż chcesz wejść i zobaczyć, co się kryje za plecami. Następuje moment emocji, kiedy to, co powstaje z gliny, staje się wyrazem publicznej estetyki albo jej braku. Nieustające studium człowieka. Kobiety i mężczyzny. Akcentowanie seksualności, ale w taki sposób, by przepaść bez reszty w kobiecych czy męskich oczach. Eteryczne albo masywne twarze. Silne nogi. Zwierzęta poddające się jeźdźcom. Pomarszczona skóra zastępująca ludzką.

Anna Kozłowska-Łuc jest mistrzynią w rozkładaniu emocji, czuć w jej pracach zapatrzenie w człowieka, zwierzęta, w przyrodę. Wciąż zaglądam na Instagram i ładuję więcej zdjęć. I więcej. 



Wiatraki


Deszcz o każdej porze roku. W nocy podpływa rzeka, 
w dzień nie mieścimy się pod mostem. Świeże powietrze, 
twarde wiosła. Dłonie. Czerwone, opuchnięte.
Cały dramatyzm, kogo można ścierpieć, kogo nie. O świcie
słychać tylko ptaki i mleczne krowy.

Zapominam, co i komu. Pomijam chwile, w których utknęłam.
Chociaż uważnie usuwam ciernie. Wiem, że kiedyś
przywrócę tym miejscom równowagę. 
Po równo - spokój i spokój.

Kiedyś te wszystkie miasta runą. Nabiorą znaczeń alabastrowe
podejścia. Ukryte rzeźbienia bram, przejść i wyjść.
Powielane na papierze odpowiednią grubością czcionki, kresek.
Zostaniemy łowczyniami w mieście zbudowanym z ulotnych
wrażeń. Z kaprysów. Będziesz barwić nowe mury
chłodnymi szarościami. Coraz mniej schodów, wąwozów.
W oddali kręcą się lub nie.






© Anna Kozłowska-Łuc



[1] Małgorzata Kitowska-Łysiak, Magdalena Abakanowicz, „Culture”; http://culture.pl/pl/tworca/magdalena-abakanowicz; [dostęp: 2017-06-29].

Tekst ukaże się w 21 numerze eleWatora

20 komentarzy:

  1. Pięknie napisane i sfotografowane :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I love her work.
    Thanks for sharing.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co mnie właściwie pociesza? Oprócz kawy i czekolady? Książki, teksty, wiersze...i tacy ludzie jak Ty Małgosiu:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, kiedy ludzie potrafią się wzajemnie pocieszać, inspirować, przyjaźnić :) kisses

      Usuń
  4. Myślące postaci... Trochę wzruszające, a trochę wstrząsające...
    Jakie duże są te postaci, Małgosiu? Jak chińska milcząca armia, czy jak figury szachowe?

    OdpowiedzUsuń
  5. O ile się nie mylę to w granicach 30-40 cm, ale dopytam, bo moje oko może być słabe :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Aniu, patrzę na Twoje prace i myśli same pchają się do głowy, sceny i nawet całe dialogi :*

      Usuń
  7. Te prace mnie już kiedyś uwiodły. Zdziwiło mnie natomiast, że są takie nieduże. Piękne!
    A mnie pociesza muzyka, a czasami cisza. Taka, która aż krzyczy:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. a wiersz dla mnie, w punkt, egoistycznie na moją sytuację, ale cóż, tak to jest z poezją, że można ją odbierać personalnie :)

    "Pomijam chwile, w których utknęłam.
    Chociaż uważnie usuwam ciernie. Wiem, że kiedyś
    przywrócę tym miejscom równowagę."

    a to, to już majstersztyk:
    "Będziesz barwić nowe mury
    chłodnymi szarościami."

    będę teraz o tym myśleć cały dzień, a pewnie dłużej

    dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśl, mam nadzieję, że znajdujesz w niektórych słowach ulgę. Również dziękuję :)

      Usuń
  9. "Czy odbiór emocjonalny, myślenie i pisanie o sztuce jest właściwe, kiedy świat, dotknięty wojnami, rozpada się i możliwe, że całe to zagadnienie nikogo oprócz mnie i ciebie nie interesuje?" A czy możliwe jest przeżywanie sztuki bez sztuki? Niemożliwe. A czy możliwe jest życie bez sztuki? Niemożliwe. Najlepszym (i wstrząsającym) dowodem jest sztuka tworzona przez artystów w obozach koncentracyjnych, w obozach zagłady, łagrach i więzieniach. Figurki lepione z chleba odbieranego sobie od ust za cenę głodowej śmierci...

    Piękne figury, pięknie opisane i sfotografowane :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy przez całe dorosłe życie nie przeczytali książki, nie byli w galerii, teatrze, kinie, więc chyba można :) chociaż, co to za życie.

      Twórczość obozowa, więzienna, to jednak osobny rozdział.

      Uściski BB :*

      Usuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.